Medytacja 5

RADOSNE REPAROWANIE

O radości i optymizmie religijnym w ogóle – Wszystko z miłości – O smutku jako grzechu – O radosnej pokucie i radości cierpienia.

Najmilsze w Sercu Niepokalanej Siostry Felicjanki!

Nigdy nie miał człowiek tylu rozrywek, tylu przyjemności, tylu okazji do uprzyjemnienia sobie życia, ile właśnie w naszych czasach przerostu kultury materialnej, a jednak nigdy ludzkość nie była tak znudzona, jak właśnie dzisiaj. Nigdy nie miał człowiek w życiu większych wygód i więcej środków do wyręczenia go w pracy, a jednak nigdy nie był więcej zmęczony. Nigdy nie było życie człowieka oplecione bardziej melodiami muzyki, niesionymi dzisiaj w każdy dom na falach radia i telewizji, a równocześnie nigdy nie był bardziej smutny. Nigdy dotąd świat nie zawierał więcej paktów pokoju, nigdy nie posiadał tak cudnych broni, a jednak nigdy nie mnożyły się milionowe groby tak licznie, jak dzisiaj. Człowiek dzisiejszy, omotany dobrobytem i przerostem dóbr materialnych, cierpi na przesyt przeżytego milionera; czuje się zmęczony, czczy, próżny, zabrakło mu radości życia.

Odpowiedź na pytanie: dlaczego tak się dzieje, daje nam Pius XII w encyklice „Fulgens Corona”, zapowiadającej Rok Maryjny, gdy mówi, że „zbyt wielu czerpie dzisiaj z zatrutych cystern, zamiast pić i gasić pragnienie tylko z jednego źródła, jakim jest Bóg”.

Najmilsze w Niepokalanej Siostry Felicjanki! Pragnienie szczęścia i pęd ku radości jest czymś tak wrodzonym i tak bardzo naturalnym, że człowiek, który tego pędu u siebie nie stwierdza, jest nienormalny. Stwórca, stwarzając człowieka na ziemi, przeznaczył go do szczęścia, do radości i wesela. Dopiero grzech pierworodny przyniósł na świat pierwszy smutek, a z nim wszystkie z nim spokrewnione uczucia, jak: lęk, strach, przerażenie, żal i tym podobne. Dopiero od chwili wypędzenia człowieka z raju, miejsca szczęścia, radości i wesela – te dotąd człowiekowi nieznane uczucia przylgnęły do niego na długi, długie lata, na tysiące lat adwentowego oczekiwania.

Lecz oto przyszedł Ten, który przez swą reparację czyli wynagrodzenie Bogu Ojcu obrażonemu przyniósł na nowo na świat promień wesela i radości, jako zapowiedzi szczęśliwości wiecznej, której bramy rozwarł ponownie przed nami. Od tego przyjścia każda dusza, która została skąpana w źródle radości i wesela, w łaskach sakramentalnych chrztu świętego, otrzymawszy tym samym do dłoni „złoty klucz” furty rajskiej, powinna być pełna radości, pełna wesela, jako odblasków wiecznego szczęścia, które stanie się jej udziałem. Jest tylko jeden jedyny wróg naszego wesela i radości dzieci Bożych, a tym jest grzech! Tylko grzech sprowadza smutek do duszy. Tylko dusza w stanie ponownego zerwania z Bogiem – przez niewierność – ma (że się tak wyrażę) „obowiązek” smutku! Dusza żyjąca w stanie łaski, dusza, która nie zerwała swego stosunku z Bogiem, a mimo to smutna… ma w sobie coś spaczone, albo… została niestety błędnie wychowana. Tak, najmilsze Siostry! I to ma czasem miejsce. Niejedna dusza dlatego jest smutna (mimo, że żyje stale w stanie łaski), gdyż ktoś, kiedyś, gdzieś, nie wiadomo jakimi motywami pokierowany, wtłoczył w nią po prostu gwałtownie smutek.

 I tutaj, Siostry najmilsze, dochodzimy do tak zwanego w teologii zagadnienia: pesymizmu i optymizmu religijnego. Innymi słowy, chodzi o bardzo w życiu duchowym fundamentalne zagadnienie, streszczające się w pytaniu: czy religijne życie duszy powinno nosić cechy smutku, czy raczej radości? Albo, powiedzmy bardziej obrazowo: czy religijne życie duszy powinno być przesiąknięte stałą melodią pokutną „Miserere”, czy raczej radosnego „Magnificat”? Z tym zagadnieniem zaś wiąże się dalsze, które znowu staram się ująć w pytaniu: co stoi jako podwalina fundament stosunku duszy do Boga na pierwszym miejscu: pokora czy miłość? Pokora jest wynikiem i wypływem żałosnego „Miserere” – Panie zmiłuj się! Miłość zaś to wynik radosnego „Magnificat” – Wielbij duszo moja Pana!

 Pozwólcie najmilsze w Niepokalanej Siostry Felicjanki, że właśnie temu zagadnieniu poświęcimy tę naszą drugą medytację reparacyjną, a poświęcimy dlatego, że zagadnienie to jest jednak fundamentalnym w życiu duchowym, a zatem w życiu każdej z was.

Siostry najmilsze! Co było fundamentem stosunku pomiędzy Stwórcą a pierwszymi rodzicami? Miłość i jej wypływy: radość i wesele. Co było fundamentem stosunku pomiędzy Stwórcą zagniewanym na człowieka, a właśnie tym upadłym człowiekiem po wypędzeniu z raju? – Lęk, przestrach, przerażenie i ustawiczne płaczliwe: Panie zmiłuj się!

I Pan się wreszcie zmiłował nad nędzną ludzi niedolą. Przyszedł Syn Boży na świat grzeszny, żeby zapalić na nowo ogień miłości, żeby przez swoje cierpienia na nowo wnieść radość i wesele. Zatem, Siostry najmilsze, co jest podstawą stosunku wzajemnego człowieka do Boga i Boga do człowieka po odkupieniu? Tylko Miłość – zatem i radość i wesela i radosne „Magnificat”, bo „wielkie stworzył nam rzeczy Ten, który możny jest”. Stanął między nami w nędznej postaci ludzkiej. Stał się bratem, przyjacielem, pokarmem na każdy dzień. Alleluja! Magnificat! Raduj się, wesel i wielbij Pana! I to jest nastrój właściwy nowego Przymierza.

Stary Testament, owiany melodią nieustannego „Miserere”… Panie zmiłuj się!

Nowy Testament, spowity kadzidlanym dymem radosnego „Magnificat”… Wielbij! Wielbij radośnie, gdyż Pan się zmiłował. Mało, że zmiłował – uczynił nam wielkie, przeogromne rzeczy, czyniąc dziedzicami wiecznego szczęścia i radości. I tak to rozumiały pierwsze wieki chrześcijaństwa, tak rozumiał święty nasz Ojciec Franciszek, tak je rozumieli Fundatorzy Felicjańskiego Zgromadzenia, jeżeli w „Pamiętniku Felicjańskim” tak nakazują felicjańskim duszom: „Niech się przeto radują nawet w niedostatku, prześladowaniu i uciskach wewnętrznych, ponoszonych dla Boga. Owszem, nawet według woli świętego Ojca naszego, nie mają tracić wesela nawet po grzechu, ale wzbudziwszy zań skruchę i oblawszy go łzami przed Majestatem Bożym w ukryciu, niech się potem w upokorzeniu swoim weselą”.

O! Jakże głęboko wnikały w tę prawdę Bożą dusze, stojące u zrębów Felicjańskiego Zgromadzenia! Miłość… miłość jako fundament wszystkiego, bo tak chciał Ten, który przyszedł na świat, by przepędzić z niego tylowiekowy smutek… oraz radość felicjańska jako wynik miłości!

Lecz, Siostry najmilsze, wróćmy jeszcze na moment do zagadnienia tego na płaszczyźnie nie felicjańskiej, ale ogólno-kościelnej. Powiedzieliśmy, że tak rozumiały naukę Jezusa pierwsze wieki , jako miłość i radość. Ale… człowiek, jak to człowiek. W miarę, jak począł się oddalać od czasów apostolskich, począł powoli tracić wiarę w to, że Bóg jest samą Miłością, Radością i Szczęściem! Raczej starał się na nowo wysuwać na pierwszy moment Boga Sędziego, Boga Pana Przepotężnego, Boga Monarchy, a zacierać wspomnienia Boga z kart Nowego Testamentu, Boga Człowieka, który li – tylko miłością powodowany zszedł do stajni pod Betlejem, li – tylko z miłości wędrował bosiuteńko po drogach Palestyny, li – tylko z miłości poszedł na Golgotę i … czego pragnie jedynie od człowieka? Nie lęku! Stokroć razy nie i nie! On pragnie tylko miłości! On pragnie, byśmy – owszem, drżeli kiedy klękamy przed Nim (jak mówi ojciec Mateo)… ale drżeli nie z lęku i obawy, z przerażenia i grozy, ale drżeli z miłości ku Niemu! (Nawet po grzechu!)

I dlatego to, Siostry najmilsze, Ojcowie Kościoła świętego, widząc jakie spustoszenie do dusz wnosi lęk przed Bogiem, jaki począł się zakradać do szeregów wiernych, zaliczyli smutek jako ósmy grzech główny. Tak, Siostry! Przez wiele wieków Kościół święty znał osiem, a nie siedem grzechów głównych, a ósmym był właśnie smutek jako wynik lęku, trwogi, strachu i przerażenia i stale lękliwego „Miserere”.

Lecz nadeszły czasy już prawie nasze ostatnie i znowu pojawił się na Ciele Mistycznym Chrystusa straszny rak, straszny polip – jansenizm, który wpoił w dusze ludzkie ponowny lęk i przestrach przed majestatem Boga. Niestety, ten to jansenizm, który w początkach zakradł się nawet do dusz kapłańskich biskupów, a nawet kardynałów, ten to jansenizm, ze swoim przesadnym lękiem przed Bogiem, ze swoją surowością, ze swoim rygoryzmem – przetrwał w wielu , wielu wypadkach i szczegółach do naszych czasów. Jeszcze, niestety, wiele, wiele dusz zapomina, że nie żyjemy w cieniu Arki Przymierza, za której dotknięcie padał człowiek trupem, lecz że żyjemy w cieniu Tabernakulum – więzienia więżącego na ziemi Jezusa, Więźnia miłości, miłosierdzia, wyrozumienia, przebaczenia, radości i wesela.

I oto, Siostry najmilsze, stanęliśmy – po tym z konieczności tak powierzchownym przemedytowaniu tego zagadnienia – stanęliśmy ponownie przed naszym pytaniem: pesymizm religijny… czy optymizm pełen radości i wesela? Pokora na pierwszym miejscu… czy miłość jako fundament nauki Chrystusa? Miserere… czy radosne Magnificat?

Najmilsze Siostry Felicjanki, Córki świętego Ojca Franciszka! Optymizm religijny – za naszym świętym Ojcem! Pamiętnik Felicjański wyraźnie podkreśla, żeś „została wezwana na gody weselne … żeby już w tym życiu kosztować przedsmaku wesela” (rozdz. I,11). Duchem, który (znów wedle słów Pamiętnika) „wszystko ożywia” – i Ciebie i całe Twoje Zgromadzenie i wszelkie jego sprawy, jest duch nie lęku, nie przerażenia, boś Felicjanka – Franciszkanka, wychowana na duchu seraficznym, duchu miłości. (Pamiętnik rozdz. VIII, 13 – 14). Twój Pamiętnik Felicjański domaga się od Ciebie wyraźnie: „byś była bardziej podobna do Serafina niż do człowieka”, „Siostry zawsze pamiętać będą, że jak Serafinów w niebie cechuje szczególna gorącość uczucia i odróżnia od innych chórów anielskich, tak i one (siostry) tym właśnie od innych sług Bożych na ziemi odróżniać się mają, jako dzieci Ojca Serafickiego”

Feliks – szczęśliwy (mówi ponownie Pamiętnik). Felicjanka – szczęśliwa! Gdzie zaś szczęście, tam nie może być ani lęku, ani smutku, ani ponurości! Felicjanka tylko przez uporczywe trwanie w grzechu może być smutną, ale wtedy nawet przestaje być szczęśliwą, czyli Felicjanką. Szczęście, Siostry najmilsze, idzie zawsze w parze z rozsłonecznioną radością i weselem Bożego dzieciaka. Siostry najmilsze! Za ojca duchownego dusz dążących do doskonałości uważa Kościół święty świętego Franciszka Salezego. A przecież właśnie on jest równocześnie wielkim odnowicielem optymizmu religijnego, opartego na duchu ewangelicznym. Ten to święty Franciszek Salezy mówi, że „tylko radość prowadzi do wzrostu w życiu duchowym” podczas gdy „rygoryzm i lęk i smutek przygniatają duszę ku ziemi i zezwalają jedynie na posępne Miserere – Panie zmiłuj się”. Zaś o radości mówi ten wielki święty (a tak wieki, że mimo iż żył dopiero w ostatnich czasach, Kościół święty nadał tylko jemu wyjątkowo tytuł Doktora Kościoła świętego), otóż o radości mówi ten wielki święty, że „tylko ona, radość, jest motorem porywającym duszę ku Bogu. Radość bowiem rozwiera, a smutek zacieśnia serce człowiecze. Nie pojmuję dusz, które powierzyły się dobroci bożej, a potem ulegają smutkowi!” – woła na zakończenie. Święta radość to radosna pobożność, a razem wzięte to najpewniejsza droga ku świętości i ku niebu. Smutna pobożność to smutna pobożność – tak właśnie święty Franciszek Salezy określił, że „smutny święty, to naprawdę smutny święty”. A zatem, najmilsze Siostry Felicjanki, będzie i w waszej pobożności i w waszym życiu religijnym czas na żałosne Miserere – Panie zmiłuj się, ale nie ono może nadawać tonu całemu waszemu życiu felicjańskiemu. U was Miserere musi się zawsze, zawsze kończyć radosnym Magnificat! To Magnificat, oficjalny hymn waszego Zgromadzenia, opatrznościowo wam dany, musi opromieniać całe wasze życie.

Życie pokutne też? Tak, Siostry. Życie pokutne również! I życie reparacyjne! I wynagrodzicielskie! Słowem: was całe i wszystko, co wasze. Bowiem znowu mówi święty Franciszek Salezy, że „tylko ten krzyż i ta pokuta są ciężkie, których nie umiemy brać dobrowolnie”. Odwrotnie, „nawet najcięższe krzyże, ale własną wolą wybrane, przynosić muszą duszy tylko radość”. A przecież, Siostro Felicjanko, tyś dobrowolnie wybrała to wynagrodzicielskie Zgromadzenie Felicjańskie, zupełnie dobrowolnie! Zatem, cokolwiek cię w nim spotka, to z twojej woli. Twój czyn reparacyjny i wynagrodzicielski, to dobrowolnie przyjęta ofiara. Dobrowolna… a zatem radosna. Przed wiekami cię Bóg upatrzył na swoją reparatorkę. Nadszedł czas, gdy zastukał do twego serca i szepnął – córko, już czas. A tyś nie powiedziała- nie. Owszem, poderwałaś się ochotnie. Poszłaś za Nim. Wzięłaś na siebie ciężar wynagradzania, wzięłaś wtedy tak bardzo radośnie, z taką ochotą. Czyżbyś dzisiaj, po latach, straciła radość z wynagrodzicielskiej ofiary? O Siostro najmilsza, gdyby tak być miało, o wtedy wiedz, że i do ciebie mówi Jezus, jak do jednej z dusz, której się objawił: „czemu dzisiaj wleczesz krzyż, któryś tak ochotnie wzięła na siebie? Weź go na nowo w ramiona, nieś i pieść.” Ja wiem, Siostro, że ty twego krzyża nie wleczesz. Ty go niesiesz dalej w ramionach, pieścisz, i chociaż nieraz po ludzku zacięży, chociaż nieraz wyciśnie łzę, przecież niesiesz go pełna radości Bożej, boś ty córa rozśpiewanej radosnym Magnificat Reparatorki Maryi: Felicjanka… Reparatorka… Magnificat! Amen.

Medytacja 4

Błogosławioną Cię zwać będą

Refleksje na Nowy Rok – Twardość felicjańskiego życia a duch wynagradzania.

Weszliśmy w rok nowy, 1954. Jakże przeróżne ten fakt budzi w duszach nastroje, jak przeróżne wywołuje uczucia… jak różne dla różnych ma znaczenie! Dla ogromu wszechświata jest on prawie niewidocznym „punkcikiem” w stosunku do miliardów lat jego istnienia. Astronom liczący na miliony lat czas biegu promienia świetlnego, patrzy na ten nowy rok, jak na sekundę maleńką. Geolog, zajmujący się dziejami i rozwojem ziemi, wkreśli go jako „kreseczkę” w krzywą paraboliczną wykresu milionów lat kształtowania się ziemskiego globu. Prehistoryk zanotuje go jako nową datę, w setkach tysięcy lat istnienia człowieka na ziemi. Historyk i kronikarz współczesny umoczą pióro w atramencie i otworzywszy nową kartę dziejów, czekać będą na zdarzenia, jakie rok ten przyniesie. Fizyk uczony i inżynier może zacierają radośnie dłonie, że wreszcie lata ich ślęczenia dadzą światu nową – super – super atomową bombę (!)… Polityk snuje plany o nowych układach bez Boga, pełnych zakłamania. Generał wykańcza plany ewentualnego natarcia zbrojnego… a tylko po rodzinach drżą biedne matczyne serca, w trwodze o już ubranych w mundury żołnierskie synów. Dla wierzących jest to 1954 rok od narodzenia Pana. Dla uciemiężonych za ”żelazną kurtyną” nowy rok męczeństwa oraz bohaterskiego trwania przy Niepokalanej i Jej Synu.

Słowem, rok ten nowy – jednym niesie niepokój, innym radość. Jednym zapowiedź bólu, innym szczęścia. Dla jednych będzie rokiem pomyślności, dla drugich rokiem nowych rozczarowań, zawodów, doświadczeń bolesnych i łez. A jednak, Siostro Felicjanko, jednak pośród tej miliardowej gromady ludzkiej, niepokojącej się tym, co też ten nowy rok jej przyniesie, my oboje powinniśmy być pełni świętego spokoju! My oboje, ty – siostra zakonna i ja – kapłan. My wiemy, że rok ten nie da nic innego, jak tylko: Wolę Bożą! Czemuż się mamy martwić? Wszystko, co Bóg da, przyjmiemy! A zatem, Córo Niepokalanej! Z radością w ten rok nowy, stojący przed nami! Z radością dzieci Bożych! Owszem, rok ten będzie miał i dla ciebie, Siostro, zdarzenia. Jest to przecież „rok wigilijny” nadchodzącego stulecia Twego Zgromadzenia. Dla wielu z was będzie to rok rocznic rodzinnych, które nie wygasły w siostrzanych sercach. Owszem, budzić się będą nowym echem. Tam się ktoś urodzi, gdzie indziej umrze. Tu się obudzi nowe radosne powołanie, tam zawiąże nowa rodzina na prawie Bożym, a wszystko to nie będzie ci obce, chociaż odległe. Ty będziesz w tym roku z nimi sercem i modlitwami – i to zarówno z Brazylii dalekiej, czy z lesistej Kanady, czy z Rzymu papieskiego, czy z którejkolwiek Prowincji amerykańskiej, nie pomijając dzisiaj w szponach „apokaliptycznej bestii” tkwiących Prowincji w umęczonej Polsce.

Rok ten nowy będzie jednak miał dla każdej z was, najmilsze w Sercu Niepokalanej siostry i zdarzenia bardzo bliskie, zdarzenia osobiste…

Popatrzcie na wasze dłonie, o wy Siostry, które w tym roku macie złożyć śluby wieczyste i związać się na zawsze na wieczność całą z Bożym Oblubieńcem. Popatrzcie. Za kilka miesięcy zatknie kapłan na palcach waszych obrączki skromne, biedne, proste, stalowe, lecz jednak jak drogie waszym sercom… bo obrączki zaślubi nowe. Jakże do tej chwili tęsknicie, o wy Siostry Profeski roczne?!… Jak tęsknicie, wy Białe Jezusowe Gołębice z nowicjatów?… Jak daleka, a jak gorąco upragniona jest ta chwila dla was, Młode Motyle Boże z postulatu! A popatrz na twą obrączkę zaślubinową, ty, Siostro Profesko wieczysta! Popatrz… Może ona już bardzo, bardzo wytarta, w trudzie długich lat apostolskiej pracy siostrzanego żywotu. Popatrz i policz, ile to już mija lat, w tym Roku Maryjnym… twego świętego powołania?… Może ten Rok Niepokalanej będzie rokiem twego jubileuszu siostrzanego? Jubileuszu srebrnego, złotego, może diamentowego… Jakiż to dla ciebie będzie radosny rok, ten Rok Twej Matki Niepokalanej i twój rok zarazem.

Tymczasem jednak, Siostry najmilsze, stajemy w tym nowym roku w pierwszym jego dniu skupienia reparacyjnego. Intencja wynagradzająca, na ten miesiąc podana, zachęca nas do wynagradzania: za miękkość życiu zakonnym, a ofiarować będziemy cały trud i wysiłek wynagrodzicielski tego miesiąca za prześladowanych za wiarę świętą. Intencja ta jest tym bliższa każdemu felicjańskiemu sercu, że przecież obejmuje również setki waszych współsióstr cierpiących właśnie te prześladowania. Po dotychczasowym pogodnym toku niniejszej noworocznej medytacji, wymienienie intencji miesięcznej reparacyjnej, mówiącej o wynagradzaniu za miękkość życiu zakonnym, wyda się niemałym zgrzytem. Może w niejednej duszy obudzi się pytanie: Jak to, to nie dosyć, że całe nasze życie felicjańskie jest jednym aktem wynagradzania, jednym aktem reparacji, jednym aktem pokuty, trzeba właśnie na samym wstępie w nowy rok, gdy świat przeżywa chwile karnawałowych uciech, gdy nawet w Kościele jeszcze nie przebrzmiały radosne melodie kolęd, trzeba już nam znowu przypominać o pokucie, o wynagradzaniu i reparacji? Czy życie nasze jeszcze mało twarde, że…

Zatrzymaj się, rozgoryczona duszo! Zatrzymaj z dokończeniem zdania. Pozwól, że wpierw posnujemy nieco refleksji, a potem… potem sam ci przypomnę niedokończone zdanie i jeżeli chcesz, wtedy je dokończysz.

W grudniowych medytacjach reparacyjnych dotknęliśmy momentu wynagrodzicielskiego Maryi, jaki Ona składała Bogu. Powiedzieliśmy, że pomimo, iż Bóg wybrał Ją od wieków do wielkiej godności Bożego Macierzyństwa, przecież cały Jego Boży plan zawisł od Jej woli. Mogła go Ona zniszczyć jednym swoim: – nie chcę! Nie będę służyła! Tymczasem Maryja się godzi: „Fiat”… i w tym momencie „Verbum caro factum est – Słowo stało się ciałem”… Z tą radosną nowiną spieszy Niepokalana do krewnej swej, świętej Elżbiety, a z przepełnionego uczuciami serca płynie jakże radosne „Magnificat anima mea Dominum”… Magnificat! Wielbij, wielbij duszo moja Pana… Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie narody ziemi! Magnificat!

Najmilsze Siostry! Ot, chciałby człowiek chwycić tę piętnastoletnią Panienkę rozśpiewaną za ramię, chciałby mocno potrząsnąć i zawołać: Maryjo!… Panienko!… Czegoś taka radosna?! Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak wielki ciężar wzięłaś na siebie?! Czy nie wiesz, o biedna, że razem z wybraństwem wzięłaś na siebie brzemię Współcierpiącej i Współreparatorki?!… Że Twe rozśpiewane Serce przeniknie miecz boleści?… że właśnie owo wybraństwo zaprowadzi Cię na Drogę Krzyżową i zawiedzie na Golgotę… pod krzyż?!

Tak wołałby do rozśpiewanej Niepokalanej człowiek przywiązany do życia, świata, do jego rozrywek i przyjemności i tylko w nich upatrujący źródło radości, wesela i szczęścia. Lecz wtedy, radością przepojone oczy Niepokalanej posmutniałyby nagle i pewno popłynąłby z Jej dotąd rozsiewnych warg cichy, lecz jakże bolesny… szept: -Synu mój!… o jakże nie rozumiesz i nie wiesz, gdzie tkwi źródło prawdziwej radości, prawdziwego wesela i prawdziwego szczęścia. Siostro Felicjanko! I ciebie wybrał Bóg przed wiekami do wielkiej godności, ale i w twoim wypadku plan swój uzależnił od twej woli. Ty możesz zatem, mimo twego ochotnego „fiat”, któreś szeptała przed laty, możesz Mu dzisiaj powiedzieć: – Panie! Przynajmniej na wstępie radosnym w ten nowy rok daj mi chwilę wytchnienia od pokuty, reparacji, wynagradzania. Ty możesz Mu tak powiedzieć, ale… ale wtedy równocześnie rezygnujesz z prawa do śpiewania radosnego Magnificat. Bo, Siostro droga, tylko te usta są uprawnione do radosnego śpiewania tego hymnu wesela, które umieją na każdy dzień szeptać: fiat… niech Twoja będzie wola…

I teraz przypominam ci, Siostro, o niedokończonym zdaniu… Zdaniu nieco zaprawionym rozgoryczeniem, że jak to? Na świecie radosny karnawał, melodie rozszalałych zabaw, a tobie się już przypomina znowu o pokucie, znowu o wynagradzaniu, znowu o reparacji… i wytyka miękkość życia, i każe za nią wynagradzać. Czy masz zamiar je dokończyć, czy raczej… klęknąwszy u żłóbka Narodzonego Dziecięcia i spłakanej Jego Matki szeptać:

O Boże Dziecię… o spłakana Matko! Oto na progu tego nowego roku klękam u Waszych stóp, składając gorącą obietnicę, że rok ten zaczynam wynagradzaniem za niejedną miękkość w dotychczasowym moim życiu zakonnym. Wydawało mi się nieraz, że po ludzku mam prawo do ludzkich uciech, zapominając o moim odwiecznym powołaniu na wynagrodzicielkę. Zapominałam, że właśnie to ludzkie prawo do uciech, okrada mnie z uprawnienia do śpiewania Magnificat.

Za te wszystkie momenty, z mego osobistego życia, niosę Wam dzisiaj i pragnę nieść cały ten miesiąc ofiary wynagradzania. Lecz „Pamiętnik” nasz Felicjański mówi: „powołana jestem do reparowania upadającego życia zakonnego w ogóle” (rozdział V, 8)

O Jezu Narodzony i reparujący Ojcu w ordynarnym żłobie i zaduchu stajni! O Niepokalana Reparatorko, spłakana nad Dzieciątkiem! Chcę Wam nieść moją ofiarę reparacyjną za upadające w dzisiejszych czasach życie zakonne, za zakradające się doń rozluźnienia, za oziębłość tych „Betanii”, w których często daremnie szukacie chwil odpoczynku. Wszakże Ty, o Jezu, wołasz do dusz wybranych, że my oblubienice Twoje, tak często zapominamy o tym, iż właśnie w naszych sercach szukasz pociechy, a niestety, często jej nie znajdujesz. Przyjmij, o Jezu, moje modlitwy, myśli, słowa, uczynki, ofiary i akty reparacyjne całego miesiąca, jako wynagrodzenia za to wszystko; przyjmij w intencji tych, którzy cierpią dla Twojej sprawy i w których Ty cierpisz, jako w członkach Twego Mistycznego Ciała. O Niepokalana Matko! Bierz z mych dłoni moje ofiary reparacyjne, składaj je u stópek Syna i spraw, bym dostąpiła radości śpiewania kiedyś z Tobą wieczystego Magnificat. Amen.

MEDYTACJA 2

REPARATORKI: NIEPOKALANA I FELICJANKA

Chrystus pierwszym Wynagrodzicielem – Maryja Współwynagrodzicielką – Momenty wynagrodzicielskie w życiu Matki Bożej – Felicjański przywilej współwynagradzania z Niepokalaną.

Teologowie, rozpatrujący powołanie Maryi na Matkę Syna Bożego, stają przed tą prawdą, do tego stopnia zdumieni, iż nie wahają się określić tego faktu jako jedną z największych tajemnic wiary świętej. Bo też tajemnicą nad tajemnicami jest to, iż nieskończenie wielki i wszechmocny Bóg uniżył się do tego stopnia, że schronił się w łonie niewiasty ziemskiej. Prawda, że to łono zostało przez Boga specjalnie przygotowane, że nie ciążyła na nim żadna najmniejsza skaza, że zostało cudownie zachowane od wszelkiej zmazy, to jednak, nawet takie cudowne przygotowanie nie zmieni tego, że pozostaje ono czymś skończonym, co ogarnęło Nieskończoność.

O Siostry najmilsze! Jak wielka to tajemnica i jak wielki przywilej dla Maryi ziemianki. Zaiste, wielki, wielki przywilej. Ale, jak mówi czciciel Niepokalanego Serca Maryi, ojciec Mateo: „Wybraństwo Boże pociąga za sobą więcej obowiązków niż przywilejów”. Podobnie i w wypadku Matki Najświętszej. Wielki przywilej Macierzyństwa Bożego ściągnął i na Nią wielkie obowiązki i ciężary.

Najmilsze w Niepokalanej Siostry Felicjanki! Chrystus Pan przyszedł na świat, by dać Bogu Ojcu wynagrodzenie za grzeszną ludzkość. Gdyby w myśl starego słownictwa felicjańskiego trzeba było zastąpić wyraz „wynagrodzenie” wyrazem, jaki na tę czynność wy używacie, wtedy zdanie powyżej wypowiedziane brzmiałoby tak: „Chrystus Pan przyszedł na świat po to, by reparować Bogu Ojcu za grzeszną ludzkość”. Tak, Siostry najmilsze, gdyż staropolski wyraz „reparować”, jaki powszechnie jest u was w użyciu, to to samo, co w języku polskim bardziej nowoczesnym – wynagradzać. Zatem – Chrystus Pan stał się pierwszym dobrowolnym Reparatorem, czyli Wynagrodzicielem nadwyrężonej przez człowieka czci Bogu należnej.

Teologia zaś uczy, że wybrana na Matkę Syna Bożego Maryja, przyjmując i godząc się dobrowolnie na macierzyński wielki przywilej, przyjęła równocześnie na siebie obowiązek Współ-odkupicielki, czyli Współwynagrodzicielki, albo – używając ponownie felicjańskiego określenie – Współreparatorki.

Siostro Felicjanko! Może w tej chwili przychodzi ci na myśl pytanie takie: dlaczego tak? Czy wynagrodzenie, czy reparacja jaką dał Bogu Ojcu Syn Boży nie wystarczyła? Czy Jezus musiał mieć w niej pomocnicę w Matce?

Nie, Siostro! Jezus nie potrzebował pomocy w reparacji. On nawet – chcąc reparować – nie potrzebował umrzeć na krzyżu! Najmniejszy Jego czyn był tak dostatecznie zasługujący, że stałby się dostateczną reparacją czci obrażonego przez ludzkość Boga. To, że Maryja została dopuszczona do współreparacji, jest tylko dowodem na to, że Bóg chciał dać grzesznej ludzkości przywilej wielki, iż w Maryi i przez Maryję, grzeszna natura ludzka, która w swej słabości spowodowała grzech, otrzymała okazję do dania Bogu reparacji – wynagrodzenia. To tak, jak gdyby dziecko zrobiło coś złego, czym mocno zmartwiło rodziców. Szkoda jest tak wielka, że dziecko samo nie potrafi jej naprawić. Ale rodzice widzą jego dobrą wolę dokonania tej reparacji, tej naprawy. I wtedy, chociaż szkodę naprawia właściwie sam obrażony ojciec czy matka, dopuszczają (dla radości dziecka), by i ono dziecięcymi rączynami dopomagało w tej naprawie. Tak samo postąpił Bóg z nami. Myśmy Mu wyrządzili wielką krzywdę. Sami nie potrafiliśmy jej naprawić. Musiał się do tej naprawy, do tej reparacji, zabrać sam Bóg przez swego Syna. Żeby jednak sprawić nam radość, dopuścił i nas do współudziału w tej naprawie, a dopuścił przez Maryję, naszą Przedstawicielkę.

I Maryja reparowała. Reparowała, przyjąwszy dobrowolnie za nas ciężar reparacji, w chwili, gdy na słowa Archanioła wypowiada swoje „Fiat”. Reparowała, gdy spieszy górskimi ścieżkami do krewnej Elżbiety. Reparowała, pozostając u niej i opiekując się nią przez szereg miesięcy. Reparowała, znosząc z pokorą i cierpliwością podejrzenia oblubieńca Józefa. Reparowała za grzechy świata, udając się w tak dla Niej krytycznych dniach w daleką i uciążliwą drogę do Betlejem. Reparowała za ludzkość, za mnie i za ciebie, marznąc i cierpiąc w tej swojej ostatniej świętej godzinie i daremnie szukając miejsca w gospodzie. Reparowała, rodząc Syna Bożego w stajni, między bydlętami, w zaduchu i brudzie stajennym. Reparowała, płacząc nad złożoną zamiast w kołysce, w ordynarnym zwierzęcym żłobie, Dzieciną. Maryja reparowała za grzechy świata, uciekając w ciemną noc z Dziecięciem do dalekiego pogańskiego Egiptu. Reparowała, żyjąc na wychodźstwie osamotniona, opuszczona, może nawet prześladowana przez Egipcjan, patrzących niechętnie na przybyszów. Reparowała, powracając po śmierci Heroda do Nazaretu, gdzie w międzyczasie rozebrano całą ich biedotę i chudobę, jaką mieli wyruszając przed laty do Betlejem. Maryja reparowała ubóstwem nazaretańskiego domku i brakami najkonieczniejszych życiowych potrzeb, gdyż Bóg, wybrawszy Ją raz na Reparatorkę, nie oszczędził Jej żadnej okazji do tego; a legendy święte, mówiące o cudownych zdarzeniach w życiu Świętej Rodziny, pozostają tylko legendami. Reparatorstwo nie polega bowiem na cudowności, lecz jest twardym znoszeniem obowiązków codziennego życia w ramach, w jakich znalazła się reparatorska dusza.

Maryja reparowała pielgrzymując z Nazaretu na święta do dalekiej Jerozolimy. Reparowała, zgubiwszy małego Jezusa. Reparowała, gdy ze łzami płynącymi z przerażonych oczu i sercem pełnym trwogi szukała Go przez trzy dni między krewnymi i znajomymi. O, jakże reparowała, gdy Serce Jej przeszyły twarde i niezrozumiałe słowa znalezionego Syna: „Dlaczego mnie szukaliście?” Reparowała, wracając ze zranionym Sercem do Nazaretu. Reparowała przez długie, długie lata życia ukrytego w domku nazaretańskim. Reparowała za świat grzeszny, klęcząc spłakana u zwłok św. Józefa, oblubieńca, opiekuna i żywiciela. Reparowała swym ubogim życiem wdowim, pełnym niepokoju o chleb codzienny i łyżkę strawy dla Syna i siebie. Reparowała, gdy nadszedł straszny dla Niej moment, gdy Syn pozostawił Ją samą, udając się na pracę nauczycielską.

A czyż muszę ci, Siostro, wskazywać na momenty reparacyjne Maryi w ostatnich dniach życia Jezusa na ziemi, na lęk i przerażenie Matczynego Serca, na mękę jego, gdy Syna pojmano, sądzono, biczowano, cierniem koronowano, obarczono krzyżem, powleczono na Golgotę? O zamilknijcie usta! I tak żadne ludzkie słowo nie określi momentów reparacji Niepokalanej, zbolałej Matki pod krzyżem. Twoje serce, Siostro, wyczuje je lepiej, niż zdolne są podsunąć słowa. Maryja reparująca na Golgocie!…za ludzkość… za świat cały.. za ciebie, Siostro!…

Lecz nie sądź, Siostro, że reparacja Matki skończyła się ze śmiercią Jej Syna, Reparatora, na krzyżu. Popatrz oczyma duszy na Maryję reparującą u najświętszych zwłok Syna. Wsłuchaj się w tętno Jej Niepokalanego Serca łkającego u Jego grobu. Reparacja! Reparacja Najświętszej z Matek… a potem, po wniebowstąpieniu, jakże długie lata reparacyjnego osamotnienia, reparacyjnej tęsknoty za Synem, za niebem. I znowu, Siostro Felicjanko, nie sądź, że reparacja Maryi zakończyła się z momentem Jej wniebowzięcia. Nie! Ona reparuje nadal w niebie – za świat, za ludzkość, za mnie i za ciebie.

Posłuchaj co mówi, gdy w roku 1846 objawia się na górze La Salette: „O, jakże ja już dawno cierpię za was! Jeżeli nie chcę, by was Syn mój porzucił, muszę bez przerwy wstawiać się za wami, a wy nic o to nie dbacie”. A czy wołania Maryi z Lourdes i Fatimy nie są jednym wielkim wołaniem Matki Płaczącej o współreparację? Czy nie są jednym wielkim wołaniem o dusze, które chciałyby Ją wesprzeć w podtrzymywaniu sprawiedliwego ramienia Bożego, wiszącego z mieczem kary nad światem?

Siostro Felicjanko! Bóg przewidział cię przed wiekami na córę Niepokalanej. Jak jednak dla Niej wielki przywilej Macierzyństwa stał się równocześnie źródłem obowiązku współreparatorstwa, nie inaczej jest z tobą. Wielki przywilej odwiecznego wybraństwa na córę Maryi Niepokalanej, złożył i na twe siostrzane słabe barki wielki obowiązek współreparowania z Twoją reparującą Matką. I dlatego rozumiesz teraz, czemu to Zgromadzenie, do którego cię Bóg powołał, mając ten szalenie wielki i zazdrości godny przywilej nazywania się Zgromadzeniem Cór Niepokalanego Serca Maryi, razem z tym wielkim przywilejem wzięło jako specjalny i najważniejszy swój cel właśnie reparację, czyli wynagradzanie. Posłuchaj, co na ten temat mówią zwyczaje twego Zgromadzenia: „Idąc za wskazówkami Woli Bożej, poświęciły się siostry na wynagradzanie zniewag Przenajświętszemu Sakramentowi wyrządzanych”. Jeszcze wyraźniej przemawia w tym względzie felicjański Pamiętnik, w który czytasz w V rozdziale takie słowa: „pierwszym zadaniem ich będzie reparacja czci Boskiej, czyli wynagradzanie”. Siostro Felicjanko! Czy ty często bierzesz za temat swej medytacji właśnie to, że jako Felicjanka, córa Niepokalanego Serca Maryi, jesteś tak wielce uprzywilejowana, ale i powołana na reparatorkę czci Bożej w świecie dzisiejszym? Czy ty często medytujesz nad tym, że całe twoje życie ma o tyle rację i uzasadnienie w oczach Boga, o ile spełniasz ten wielki reparacyjny obowiązek nałożony na ciebie? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że wszystko, co w twym życiu nie jest podporządkowane reparacji, czyli nie ma wartości wynagrodzicielskiej, jest w oczach Boga niczym? Że wszystko to w twym życiu, w czym szukasz własnego „ja”, zaspokojenia swych ambicji i swego zadowolenia, jest przeciwne twemu powołaniu i celowi do jakiego jedynie Bóg przed wiekami cię upatrzył i dla jakiego tylko powołał cię do życia i do tego Zgromadzenia?

Całe bowiem twoje życie to jeden akt reparacyjny. Jeżeli chciałabyś się usunąć spod tego obowiązku, wywołałabyś niejako „żal” u Boga, że w ogóle powołał cię do życia. Tak, najmilsza Siostro! Tak jest! Bóg przewidział mnie przed wiekami na kapłana. Dał powołanie, ale przewidziawszy we mnie kapłana i dawszy mi do kapłaństwa powołanie, absolutnie mnie do niego nie zmuszał. Jako obdarzony wolną wolą człowiek, mogłem się temu wybraństwu i powołaniu oprzeć i powiedzieć – nie będę Ci służył. Wówczas ja, stworzenie, jednak pokrzyżowałbym plany Boże, gdyż Bóg raz dawszy mi wolną wolę, nigdy jej nie niszczy, nawet wtedy, gdy ona staje w poprzek Jego planów. Mogłem więc pokrzyżować plany Boże i nie zostać kapłanem. Ale wtedy wywołałbym w Bogu niejako „żal”, – żal, że mnie w ogóle stworzył.

To samo jest z tobą, Siostro Felicjanko! Bóg przewidział cię przed wiekami na reparatorkę. Ty możesz jednak tej woli Bożej sprzeciwić się swoją wolną wolą. Możesz Mu tak samo powiedzieć: nie będę Ci służyła, nie chcę być reparatorką. Wystarczy, że będę zakonnicą nauczycielką, pielęgniarką, przełożoną, kulinarią, jak tysiące innych, po innych zgromadzeniach. Ty możesz Mu tak powiedzieć, ale… ale wtedy wywołasz w Jego Sercu „żal”, żal, że cię w ogóle powołał do życia. Gdyby na twoje miejsce powołał inną duszę, byłaby z radością została Jego reparatorką.

O Siostry najmilsze! Wybaczcie, proszę, te ostatnie słowa. Zbyt długo jestem z wami i zbyt blisko znam wasze siostrzane dusze, by nie wiedzieć o tym, że podobnych, które chciałyby się przeciwstawić wielkiemu powołaniu Bożemu na reparatorkę nie ma między wami.

Klęknijmy przed Niepokalaną i niech płynie ku Niej ten szept serdeczny: O Niepokalana Matko! Ty jedna znasz słabości serca mego, ale też tylko Ty jedna wiesz, ile w moim sercu gorącego pragnienia niesienia Ci z mej strony pomocy w wynagradzaniu za grzechy moje własne i świata całego. Intencją tego reparacyjnego dnia grudniowego , pierwszego w Twoim Roku Maryjnym, dla nas wszystkich Felicjanek jest: wynagradzanie za braki świata i naszego Zgromadzenia w czci Tobie należnej. Intencję tę pragnę zachować na wszystkie dni tego miesiąca. Przyjmij, o Niepokalana Matko, te dni z wszystkimi moimi modlitwami, pracami, uczynkami, cierpieniami i przeżyciami, jako należne Tobie wynagrodzenie. Niech z tego mego dnia reparacyjnego, ale i z całego stojącego przede mną miesiąca, wyproszone zasługi spłyną wedle miesięcznej intencji naszego Zgromadzenia na Kościół święty, i namiestnika Syna Twego, papieża…

Oto mnie masz, Twoją córę i współreparatorkę. Płacząc wołałaś z góry La Salette, że już tak dawno i długo cierpisz za nas i dla nas, a my nic o to nie dbamy. Maryjo, Matko Płacząca! I ja nieraz zapominałam, zapracowana, o podtrzymywaniu Twych, w nieustannej reparacji wzniesionych dłoni. Oto jestem. Oto wyciągam ochotnie me ręce. Dozwól, by gorzały razem z Twymi Najświętszymi, podtrzymując znicz Twej nieustannej reparacji i wynagradzania. Amen.

MEDYTACJA 1

ROK MARYJNY 1953 A ZGROMADZENIE FELICJAŃSKIE.

Rok Maryjny i jego znaczenie w życiu felicjańskim – Epoka Maryjna – Zrodzenie Felicjańskiego Zgromadzenia – Bóg przewidział Felicjankę przed wiekami na wynagrodzicielkę.

„Rorate coeli desuper, et nubes pluant justum”. O spuśćcie rosę niebiosa z góry… o spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios obłoki… Jak kiedyś, przez tysiąclecia tęsknego oczekiwania na obiecanego Zbawiciela, jak po Jego przyjściu rozbrzmiewało corocznie w tęsknej liturgii adwentowej, tak rozebrzmiało w tym roku ponownie, tęskne, żałosne, pełne nuty smętnego oczekiwania… „rorate… rorate coeli desuper, et nubes pluant justum… O spuśccie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios…”

Najmilsze w Sercu Niepokalanej Matki Siostry Felicjanki!

Jak kiedyś w raju dał Bóg pierwszym rodzicom i ich potomstwu radosną zapowiedź, że ześle po czasie na świat Niewiastę, z której wyjdzie zbawienie świata, jak radosna ta zapowiedź świeciła znękanemu plemieniu adamowemu przez tysiące lat jak jasna gwiazda na tle ciemnego adwentowego nieba tysiącleci – tak i w liturgii Kościoła świętego pojawia się jak gwiazda jasna – na tle adwentowego, tęsknego mroku – uroczystość Niepokalanego Poczęcia, będąca radosnym zapewnieniem dla dusz, że ten, który ma przyjść, blisko jest!

I oto weszliśmy i w tym roku w okres adwentowego tęsknego oczekiwania. I oto płynie z naszych serc to samo smętne „rorate… rorate coeli desuper… Spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę…” I oto błyszczy przed nami jasna gwiazda Niepokalanego Poczęcia, zapowiadająca bliskość radosnego faktu, że wnet już zakwiliło żłóbkach Boża Dziecina…

A jednak, Siostry najmilsze, zarówno adwent, jak i święto Niepokalanego Poczęcia roku bieżącego mają dla świata specjalne i wyjątkowe znaczenie. Mija bowiem właśnie 99 lat od chwili, jak papież Pius IX listem apostolskim „Ineffabilis Deus” ogłosił dogmat Niepokalanego Poczęcia. Rok zaś przyszły przyniesie nam stuletnią rocznicę tego wielkiego dla świata i ludzkości zdarzenia. Stąd to obecnie panujący nam papież Pius XII ogłasza – od 8 grudnia roku bieżącego, do tego samego dnia roku przyszłego trwać mający Rok Maryjny. Ma on się stać okresem wielkiego odrodzenia ludzkości, okresem przygotowania na stuletnią rocznicę ogłoszenia dogmatu, ale równocześnie okresem wielkich łask, jakie Niepokalana zleje obfitymi strumieniami na swych wiernych czcicieli.

Tak więc adwent i święto Niepokalanego Poczęcia roku bieżącego (jak zaznaczyliśmy na wstępie) mają wyjątkowe znaczenie.

Najmilsze w Niepokalanej Siostry! Gdyby jednak uczestnictwo Felicjanki w Roku Maryjnym miało się tylko ograniczyć do tego, z jakiego korzystać będą miliony, miliony wiernych, czas ten byłby dla tej felicjańskiej duszy stracony. Zgromadzenie Felicjańskie ma specjalne powody, ale i obowiązki, by Rok Maryjny odbił się w nim głośnym, radosnym i brzemiennym w łaski echem. Jakie zaś są te powody, niech wykaże ta pierwsza medytacja, pierwszego dnia reparacyjnego, stojącego właśnie na progu tegoż Roku Maryjnego.

Najmilsze w Niepokalanej Siostry! Bóg stwarzając człowieka, przeznaczył go do szczęśliwości. I ten pierwszy człowiek żył w raju najzupełniej szczęśliwy. Niestety był ktoś, kto zazdrościł nienawistnie człowiekowi. Tym kimś był szatan. Zdeptawszy sam własne szczęście, nie mógł znieść tego, że oto istnieje istota o wiele niższa od niego, a jednak jakże szczęśliwa. Z kart Pisma świętego wiemy, w jaki sposób, uknuwszy zdradziecki plan, podszedł do człowieka i jak zniszczył i zdeptał jego szczęśliwość. Wtedy to ponownie wkroczyło w dzieje człowieka miłosierdzie i miłość Boża. Stwórca, ulitowawszy się nad upadłym stworzeniem, przyobiecał już wówczas, że kiedyś ześle na świat Niewiastę, z której wyjdzie odkupienie. Mijały tysiące lat adwentowego oczekiwania. Ażeby ludzkość nie zapomniała o danej obietnicy, przypominało ją niebo przez proroków, że oto „Panna pocznie i porodzi Syna”. Aż nadeszła zapowiedziana pełnia czasu. Bóg powołał do życia Niepokalaną Dziewicę, przeznaczając Ją na Matkę Syna swego. Jakiż przeogromny przywilej spotkał młodziuteńką Maryję! Nieskończenie wielki Bóg włączył w swoje plany skończonego człowieka! Przecież, jeżeli Stwórca, powodowany miłością ku ludzkości, postanowił już zesłać Syna swego na ziemię, mógł wybrać inną drogę, inny sposób. A miał przecież w swej Bożej wszechmocy tych innych sposobów tysiące. Mógł Go na przykład zesłać jako króla potężnego, jako księcia, wodza otoczonego hufcami aniołów. Mógł Go zesłać na wozie ognistym, w potędze i majestacie. Któż z nas wyczerpie nawet w najbardziej śmiałej fantazji możliwości, jakie miał Bóg Ojciec do dyspozycji, w celu zesłania na świat Syna?

Tymczasem wybrał właśnie sposób najbardziej Boga poniżający, skazując Syna na zamieszkanie w łonie matki ziemskiej i każąc Mu w nim przyjąć ciało upadłego człowieczeństwa, a wreszcie narodzić się w sposób, w jaki rodzi się grzeszny człowiek.

Najmilsze Siostry! Jeżeli Bóg wybrał właśnie ten a nie inny sposób zejścia na świat, jeżeli wyznaczył tak przeogromną rolę ziemiance Maryi, jeżeli On Bóg, tak wysoko Ją postawił umiłował, musimy my ludzie, stworzenia słabe i ułomne, poddać się radośnie pod ową decyzję nieba i przyjąć Niepokalaną w takiej roli, jaką z najwyraźniejszej woli Bożej miała i ma nadal wobec nas spełniać. A ta wola Boża wobec Niepokalanej tak bardzo wyraźna. Maryja została Matką Syna Bożego. Maryja dostąpiła zaszczytu Współodkupicielki. W Jej dłonie złożył Bóg wszelkie łaski wysłużone przez Syna, czyniąc Ją Rozdzielniczką wszelkich łask. Ją ustanowił po wiek wieków Pośredniczką między niebem a ziemią, między Sobą a ludzkością.

Rozważając te głębokie prawdy teologowie uczą, że aczkolwiek przy pierwszym przyjściu na świat Chrystusa Pana Maryja stała schowana w Jego cieniu, to w miarę jak oddalamy się od momentu Wniebowstąpienia Pana, a zbliżamy ku Jego drugiemu przyjściu na sąd ostateczny, Maryję wysuwa niebo coraz bardziej na pierwszy plan.

Siostry najmilsze! Wystarczy spojrzeć w życie, wystarczy popatrzeć na ostatnie dziesiątki lat, by dojrzeć, jak prawda ta, o stale rosnącym w świecie pośrednictwie Niepokalanej, znajduje potwierdzenie. Nigdy dotąd w dziejach ludzkości nie miało miejsca tyle objawień maryjnych, jak właśnie w ostatnich czasach. Nigdy Jej wkraczanie w dzieje świata nie było tak wyraźne. Stąd też papieże ostatnich dziesiątek lat, wydając nieprawdopodobną liczbę, nigdy dotąd w historii Kościoła świętego niespotykaną, przeszło 560 oficjalnych wypowiedzi na temat Matki Najświętszej, wyraźnie wskazują na ostatnie stulecie jako na epokę Maryi. Od mniej więcej stu lat weszła ludzkość i świat w epokę Maryjną.

Od stu lat… Siostro Felicjanko, czy ta wzmianka nic ci nie mówi? Czy żadnych nie nasuwa myśli?… sto lat temu, właśnie w czasie rozchodzących się szeroko po świecie wieści o objawieniach Matki Bożej w Paryżu, podczas których objawiła Niepokalana zakonnicy Katarzynie Laboure „cudowny medalik”, pędzi lata dziewczęcego żywota przyszła fundatorka twego, siostro, Zgromadzenia, mała Zosia Truszkowska… Kiedy zaś Zosia liczy lat kilkanaście, zostaje odnalezione dziełko świętego Ludwika Marii Grignion, o którym on sam przepowiedział proroczo – na kartach tegoż dzieła – że szatan zrobi wszystko, by je zagubić, ale Maryja użyje je wtedy, gdy uzna to za potrzebne. I oto Maryja używa tego dziełka w czasie, który przyjmuje się dzisiaj powszechnie jako świt epoki Maryjnej.

Kiedy zaś Zofia Truszkowska liczy lat 21, Maryja dokonuje w 1846 objawienia na górze La Salette jako Matka Płacząca. W cztery lata później, gdy w dojrzewającej duchowo Zofii Truszkowskiej pęcznieje serce do czynu miłosiernego, Pius IX ogłasza encykliką „Ubi Primum” przygotowanie świata na dogmat Niepokalanego Poczęcia.  A oto nadchodzi rok 1854, gdy dogmat ten zostaje uroczyście ogłoszony, a równocześnie zawiązuje się „Instytucja Panny Truszkowskiej”, z której rok później powstaje Felicjańskie Zgromadzenie. Kiedy zaś w cztery lata po ogłoszeniu dogmatu, samo niebo zatwierdza go objawieniami w Lourdes, wtedy równocześnie młodziuteńkie Zgromadzenie Felicjańskie, pnące się ku Bożemu Słońcu jak powój wokoło postaci Niepokalanej, otrzymuje gwarancję, jak opatrznościowa jest droga, na której się znalazło, i że poszedłszy tak zdecydowanie w samych swych początkach po linii Maryjnej, zostało włączone w Boży plan Maryjnego działania i pośrednictwa w świecie.

Siostro Felicjanko! Już to co powiedzieliśmy wyżej, daje ci przebogaty materiał do medytacji. Pozwól jednak, że podsunę ci do niej jeszcze bardziej bliskie twej duszy siostrzanej myśli.

Jesteś Felicjanką, Córą Serca Niepokalanej. Wiesz o tym że Bóg przed wiekami wybrał Twoją Panią, Niepokalaną, na Matkę swego Syna. Przed wiekami przewidział Jej działalność w świecie. To wiesz i na to się zgadzasz. Czy jednak wzięłaś sobie kiedyś za temat medytacji tę prawdę, że i ciebie przewidział Bóg przed wiekami?… Że zanim się ziemia stała, byłaś już przewidziana w Jego planach Bożych?… Przewidziana na córę Niepokalanej… Przewidziana na oblubienicę Syna Bożego… Przewidziana na apostołkę Maryjnej epoki… Czy ty się Siostro często nad tym zastanawiasz?… Czy jest tematem twej częstej medytacji, owo przedwieczne twoje wybraństwo Boże?… A czy to tak wielce uprzywilejowane wybraństwo budzi w twej duszy i sercu siostrzanym radość czy… (lękam się nawet stawić to pytanie), czy może stało się ono dzisiaj, po latach, ciężarem dla ciebie i zamiast nieść je radośnie w objęciach… może… może wleczesz je, zgorzkniała, jak ciężar nieznośny?…

O nie! Wiem z całą pewnością, że u ciebie tak nie jest! Ty wiesz i ja wiem, że wybraństwo Boże, będące wielkim przywilejem, jest równocześnie koroną obowiązków i ofiar. Prawda! Te ostatnie są zadatkiem i tym większą gwarancją przyszłej chwały, jaką właśnie owo ofiarne wybraństwo przyniesie. Wielkieśmy, Siostro, rzeczy przyrzekli, ale większe nam dano, a jeszcze większe obiecano!

Klęknąwszy chciej z głębi wdzięcznością przepojonego serca szeptać Maryi: O Niepokalana Matko moja! Przyjmij na progu Twego Roku Świętego to moje siostrzane gorące postanowienie, że rok ten będzie dla mnie czasem odnowienia całego mego życia zakonnego w zdroju łask, jakich Ty minie poskąpisz, widząc me serce tak przygotowane i przysposobione na ich przyjęcie. Twoje pokorne i radosne „Fiat”, zgadzające się na wolę Bożą, będzie w tym roku motywem mego postępowania i mego działania. Przed wiekami wybrał mnie Syn Twój na oblubienicę swoją a Twoją córę. Jakże jestem pełna wdzięczności za to! Cóż mi, o Niepokalana, pozostaje innego, jak wpatrzonej w Ciebie szeptać z całą pokorą i radością tak, jak Ty wyszeptałaś: „Fiat”. Oto ja najpokorniejsza służebnica Twoja i Syna Twego. Amen.

KSIĄDZ HENRYK MALAK – FELICJANKA REPARATORKĄ

Do Najmilszych Sióstr Felicjanek, Cór Niepokalanego Serca Matki Najświętszej, na wstępie w nadchodzący Rok Maryjny.

Wielki wytknęła sobie cel Przewielebna Matka Generalna Symplicyta pragnąc w Roku Maryjnym ogarnąć i objąć wszystkie swoje Córy Felicjańskie jednolitym programem miesięcznych dni reparacyjnych. Z tym momentem wspomniane dni, rozdrobnione dotąd na poszczególne intencje osobiste, obecnie scalone podaną na każdy miesiąc intencją, stają się wielkimi aktami wynagrodzicielskimi całego Felicjańskiego Zgromadzenia, składanymi w roku Maryjnym jako wdzięczna i wonna ofiara u stóp Niepokalanej: Generalnej Przełożonej Felicjańskiej. Niech mi będzie wolno i moją pracę całoroczną, zleconą mi z tak wielkim zaufaniem przez Przewielebną Matkę Generalną, poleciwszy ją siostrzanym modlitwom, złożyć również u stóp Niepokalanej naszej wspólnej Matki.

Autor. Pulaski, Wisconsin. Klasztor Ojców Franciszkanów, w przededniu Roku Maryjnego 1953 – 54.